

Refleksje mamy |
Staś ma duże szarozielone oczy, o długich ciemnych rzęsach schowanych za szkłami silnych okularów — okrągłych i kolorowych. Jest naszym szóstym dzieckiem, urodzonym z bardzo zagrożonej ciąży. Ma duży temperament, siłę przekonywania i wielką wrażliwość.
Dzisiaj Stasiu ma niecałe sześć lat. Interesuje się militariami — jak bardzo — pokazuje fakt, że jedną z najważniejszych rzeczy dla niego jest łuk zrobiony z plastikowego wieszaka do ubrań. Ów łuk każdego wieczoru wędruje pod poduszkę. Równie ważne są okulary — mają swoje stałe, niezmienne dwa miejsca: na nosie Stasia i na biurku, gdzie czekają do rana na właściciela.
Któregoś poranka,
podczas śniadania jedzonego w towarzystwie dwóch młodszych braci: Grzesia i Marka oraz moim, z buzią wypełnioną chlebkiem ryżowym, ni stąd ni zowąd, Stasiu stanowczo powiedział: Chcę iść do piekła!. Szczerze przyznaję, że lekko zdrętwiałam i mówię: Czy wiesz Stasiu co mówisz? Mój mały synek spojrzał na mnie poważnie i równie stanowczo powtórzył: Chcę iść do piekła!.
Hmm... Wyczuwałam, że coś kryje się za tą stanowczością pięciolatka. Nie pozostawiłam tej sprawy biegowi rzeczy. Dość szczegółowo opisałam Stasiowi piekło. Trzymał jeszcze w rączce chlebek, a przed nim na stole stał kubek pełen ulubionego kakao.
Mówię mu: Wiesz, w piekle jest tak: kiedy chcesz włożyć kawałek chlebka do buzi, to pięciu złych i bardzo czarnych diabłów wyrywa go z rączki, rzuca na ziemię i depcze, chichocąc przy tym ohydnie. A to twoje ulubione kakao wylewają do cuchnącej rzeki. I nie ma tam mamusi, która przytuli ciebie gdy jesteś smutny, ani tatusia naprawiającego popsuty rowerek. Gdy coś cię boli, to diabły śmieją się z ciebie i nikt nie może cię pocieszyć. Poza tym w piekle wszystko jest popsute, nikt nikogo nie kocha i nie można się modlić do dobrego Pana Boga. Jeszcze dobrze nie skończyłam mówić, gdy mój synek zerwał się z krzesła, zostawił śniadanko i pobiegł do pokoju chłopców. Po cichu podglądałam co robi — uklęknął w miejscu, gdzie zwykle modlimy się z dziećmi i cichutko coś szeptał w stronę krzyża. Wrócił potem do stołu i swojego śniadanka. Z powagą powiedział: Modliłem się, żebym nigdy nie poszedł do piekła.
A dlaczego chciał pójść? Starsza siostra chcąc utemperować jego rycerskie i militarne zamiłowania, powiedziała mu kilka dni wcześniej, że jak pójdzie do nieba, będzie musiał zostawić swoje łuki i pistolety. A poza tym, że w Niebie aniołowie śpiewają i jest kolorowo i ładnie, ale nudno. Więc wystraszony malec zdecydowanie wybrał przeciwną rzeczywistość. Do dzisiaj modli się z ogromną szczerością serca: Panie Boże proszę, bym nie poszedł do piekła.
Oprócz widocznych i dość głośnych
zainteresowań militarnych, jednym z ulubionych zajęć Stasia jest oglądanie książek i słuchanie recytowanych wierszy, opowiadań i wymyślanych historyjek. Wiersz Jana Brzechwy o „Kacze Dziwacze” zrobił na Stasiu duże wrażenie. Miał wtedy 4 i pół roczku, seplenił jeszcze, wielokrotnie prosząc mnie, bym śpiewała lub recytowała ten wiersz. Któregoś dnia przychodzi do mnie i mówi: Jestem Kacka dziwacka. Pytam — Co mówisz Stasiu? Odpowiada: Jestem Kacka dziwacka. Jak to? — pytam. Połknąłem 2 złote! — odpowiada triumfalnie. O Matko! Rzeczywiście jeszcze łykał, gdy do mnie mówił! Po chwili dodał rezolutnie: I oddam potem! Cała moja nadzieja była w tym, że odda samoistnie, bez interwencji chirurga. I oddał — jak się okazało - 2 grosze...
Obie te historyjki bardzo jasno pokazują pewną prostotę myślenia dziecka. Są dobrą ilustracją tego, jak dzieci dosłownie przyjmują z naszych ust to co im mówimy...
Nadesłała Bożena Książkiewicz
za: „GŁOS DLA ŻYCIA” nr 3/2004
| poprzedni | Macierzyństwo - wróć |
Biuro w Poznaniu: Fundacja "Głos dla Życia" ul. Forteczna 3, 61-362 Poznań, tel. (061) 653 03 95, fax (061) 653 03 94
Nr KRS 0000037425, Nr konta bankowego: 22 1090 1359 0000 0000 3501 8621









