

Europodatek na zbrodnię? |
Polska stając się 1 maja 2004 roku członkiem Unii Europejskiej wchodzi do struktury, która znajduje się w czołówce organizacji politycznych promujących kulturę śmierci. Zwolennicy naszej akcesji do UE argumentowali, że Unia nie narzuca państwom członkowskim rozwiązań prawnych, regulujących kwestię aborcji. To prawda. Ale Unia buduje śmiercionośny klimat, w obliczu którego obrona życia dzieci nienarodzonych staje się jeszcze bardziej utrudniona. Mieliśmy tego próbkę w wykonaniu sekretarza generalnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Marka Dyducha, który nawoływał do zmiany w Polsce obecnej ustawy antyaborcyjnej, powołując się na moralne
Z pewnością pomogła mu w tym skandaliczna rezolucja Parlamentu Europejskiego z 3 lipca 2002 r., w której unijni politycy domagali się od wszystkich państw członkowskich i kandydujących pełnej legalności aborcji. Przyjęcie deklaracji wymierzone było szczególnie w katolicką Irlandię, która jako jedyny kraj w UE nie dopuszcza przerywania ciąży (wyjątek: bezpośrednie zagrożenie życia matki) i katolicką Polskę (istniejący zakaz dokonywania przerywania ciąży ze „względów społecznych”).
Walka o aborcję w Parlamencie Europejskim zaczęła się jednak wcześniej. W marcu 2002 europejscy posłowie przyjęli w Strasburgu sprawozdanie zatytułowane „Kobiety i fundamentalizm”, które przedłożone zostało przez hiszpańską socjalistkę i feministkę Marię Izquierdo. Dokument kładł nacisk na stwierdzenie, że wiele współczesnych kobiet to „ofiary religijnego ekstremizmu”. Sprawozdanie zostało przyjęte dzięki 242 eurodeputowanym, którzy głosowali na „tak”.
Przedtem jednak udało się usunąć z dokumentu zapis żądający od przywódców religijnych (m.in. od Jana Pawła II i patriarchów Kościoła Wschodniego), by w swoim moralnym nauczaniu zaaprobowali homoseksualizm kobiet. W sprawozdaniu nie zaakceptowano również stwierdzenia o potrzebie zagwarantowania kobietom „prawa do kontroli własnego ciała”, co powszechnie utożsamiano z prawem do legalizacji aborcji.
Czego nie udało się wywalczyć Izquierdo, cztery miesiące później udało się wywalczyć belgijskiej feministce Anne Van Lancker, która jest przewodniczącą Komisji Praw Kobiet i Równego Statusu w Parlamencie Europejskim, a także jest członkinią Partii Socjalistów Europejskich. W raporcie, który jest jednocześnie stanowiskiem zalecającym legalizację aborcji w krajach „Piętnastki” i państwach aspirujących, wymienia się Polskę i Irlandię – jako katolickie kraje – które mają najbardziej restrykcyjne prawo w kwestii zabijania dzieci nienarodzonych.
Można więc bez żadnych dwuznaczności stwierdzić, że pamiętny wynik głosowania z 3 lipca 2002 r. Parlamentu Europejskiego wymierzony był głównie w te dwa kraje. Poza tym w przyjętym stanowisku zawarto zalecenia, by nie karać kobiet, które dopuściły się aborcji w sposób nielegalny, a także, by środki antykoncepcyjne były powszechnie dostępne po niskich cenach, w tym tzw. pigułka wczesnoporonna „dzień po”.
Po wejściu Rzeczypospolitej do Unii Europejskiej polscy zwolennicy aborcji z jeszcze większą siłą będą powoływać się na aborcyjne „standardy europejskie”, które mają swoje ideowe
W rzeczywistości nie są to żadne standardy europejskie! Standardy europejskie przyniesione 2000 lat temu przez chrześcijaństwo, nie dopuszczają aborcji. Natomiast normy unijne tworzone przez laickich fundamentalistów to co innego.
W swoim „Przesłaniu do obrońców życia w Polsce” John Smeaton i Dominik Baster (ten pierwszy jest dyrektorem, ten drugi sekretarzem Brytyjskiego Stowarzyszenia Obrońców Dzieci Poczętych) napisali: Obecnie Unia Europejska przoduje w światowej kulturze śmierci. Większość państw, będących członkami UE wprowadziło już permisywne prawa dotyczące aborcji, dostępność pigułki poronnej dzień-po, zaś eksperymenty dokonywane na ludzkich embrionach stają się powszechną praktyką. (...) Warto zauważyć, że na arenie międzynarodowej, np. w ONZ, Unia Europejska podczas konferencji zazwyczaj negocjuje jako blok państw, promujący powszechny dostęp do aborcji. Na słynnych konferencjach ludnościowych w Kairze i Pekinie przedstawiciele państw Unii Europejskiej popierali programy upowszechniające prawo do aborcji.
Przeciwnicy zabijania dzieci nienarodzonych, po wejściu naszego kraju w struktury Unii Europejskiej, zostaną postawieni przed faktem finansowego wspierania aborcji przez Brukselę, m.in. w krajach rozwijających się. Kiedy 22 lipca 2002 r. administracja G.W. Busha cofnęła dotacje (ponad 30 mln USD) dla Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA) propagującego przerywanie ciąży i antykoncepcję, z natychmiastową pomocą pospieszyła Unia Europejska. Rada UE zadecydowała o przekazaniu brakujących pieniędzy z budżetu „Piętnastki”, oprócz swojej składki w wysokości 47 mln USD. George W. Bush zaraz po objęciu stanowiska prezydenta USA zapowiedział, że Stany Zjednoczone cofną dotację dla Funduszu Ludnościowego, chyba że organizacja ta zrezygnuje z finansowania aborcji i promowania jej jako metody planowania rodziny. Ponieważ UNFPA tego nie uczyniła, amerykański prezydent zakręcił kurek z pieniędzmi.
Największym echem na świecie odbija się udział Funduszu Ludnościowego ONZ w praktykach antynatalistycznych uprawianych przez komunistyczne Chiny. Chodzi o realizację w tym kraju od 1979 r. haniebnej polityki zakazu posiadania przez małżeństwo więcej niż jednego dziecka. Na jej uruchomienie UNFPA przekazała kwotę 50 mln USD. Pieniędzmi zarządzała Państwowa Komisja ds. Planowania Rodziny, która stworzyła cały system działań na rzecz urzeczywistnienia w praktyce zasady
Powstała w ten sposób kolejna w Chinach totalitarna machina kontrolna – tym razem dotycząca kształtu i funkcjonowania rodziny. Komisja zaczęła ustalać np. ile środków antykoncepcyjnych należy dostarczyć w określone regiony kraju, ile trzeba przeprowadzić aborcji czy sterylizacji kobiet. Co więcej, władze Chin uruchomiły monitoring osób, które nie chcą się poddawać programowi przymusowego planowania rodziny. Ludzi tych karze się grzywnami, wsadza do więzień i torturuje. Kobietom, które nie chcą dobrowolnie zezwolić na morderstwo swego dziecka, aborcję dokonuje się przymusowo. A wszystko to m. in. za pieniądze niezawodnej Unii Europejskiej.
Zbliżony do chińskiego program państwowej kontroli urodzin i przymusowego wykonywania aborcji zaaplikowały swoim obywatelom – przy wydatnym współudziale Funduszu Ludnościowego - władze Wietnamu. Tyle że tu rodzinom zezwala się na posiadanie dwójki dzieci.
Po sześciu latach od uruchomienia chińskiego programu kontroli urodzin, który systematycznie wspierany jest przez UNFPA (w 2003 r. zaczęła się jego piąta edycja), 7 stycznia 1985 r. na łamach „The Washington Post” Michael Weisskopf opublikował znamienny tekst: „Oficjalnie system opiera się na sile perswazji i edukacji, zakłada dobrowolną zgodę osób zainteresowanych. (...) Jednakże przy bardziej wnikliwej obserwacji wyłania się zupełnie inny obraz. Chiny, owszem, ograniczają wzrost demograficzny, ale sukces ich polityki polega na wszechobecnym przymusie, masowych aborcjach i inwazji państwa w najintymniejsze sfery życia obywateli. (...) Na podstawie ponad 200 wywiadów z urzędnikami, doktorami, rolnikami i robotnikami, przeprowadzonych w ciągu trzech lat na terenie większości z 29 chińskich jednostek administracyjnych, można powiedzieć, że chiński rząd wypowiedział totalną wojnę starożytnym tradycjom rodzinnym i zwyczajom reprodukcyjnym przeszło miliarda ludzi” (cyt. za: Fronda nr 31, s. 155 - 156).
W 1985 r. Amerykańska Agencja Rozwoju Międzynarodowego (USAID) potwierdziła powszechne stosowanie przez komunistyczne Chiny przymusowej praktyki kontroli urodzin. W związku z tym Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął poprawkę Kempa-Kastena, w której zakazano finansowania przez rząd USA instytucji biorących udział w programach przymusowych aborcji czy sterylizacji. Zakaz dotknął Organizacji Narodów Zjednoczonych i jej proaborcyjnego Funduszu Ludnościowego.
Niestety, w 1993 administracja Billa Clintona dokonała sprytnej interpretacji prawa wynikającego z poprawki Kempa-Kastena (zabronione miało być finansowanie organizacji, które bezpośrednio promują przymus aborcji, a Fundusz ONZ rzekomo tego nie czyni) i UNFPA na powrót zaczęła otrzymywać pieniądze amerykańskich podatników. Sytuacja uległa zmianie, gdy fotel prezydenta USA objął George W. Bush, sam przeciwnik aborcji, cofając dotacje dla Funduszu Ludnościowego. Unijny komisarz ds. rozwoju Poul Nielson zapewnił wówczas, że Unia Europejska uzupełni braki w finansach UNFPA.
Fundusz Ludnościowy ONZ to nie tylko propagowanie praktyk antynatalistycznych. Organizacja notorycznie dopuszcza się niegospodarności na dużą skalę. Np. w latach 1998 – 1999 zarządzający Funduszem nie byli w stanie wyjaśnić na co przeznaczyli aż 50 proc. wydatkowanych środków finansowych. Niegospodarność wykazały wewnętrzne kontrole prowadzone z ramienia Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jak pisze Douglas A. Sylva w swojej pracy „UNFPA – agenda ONZ na cenzurowanym” przy realizacji wielu programów trudno w ogóle ocenić sensowność ich prowadzenia z powodu braku odpowiedniej kontroli i stosownej informacji. Natomiast tam gdzie „istnieje rzetelna informacja, wskazuje ona raczej na porażkę programów UNFPA niż na ich powodzenie. Sprawozdania z kontroli pokazują, że 75 proc. zbadanych programów „w ogóle nie przyniosło zaplanowanych rezultatów”, podczas gdy 25 proc. – na sumę 24,9 milionów dolarów – „nie spełniło oczekiwań”. Sprawozdania zwracają również uwagę na częste łamanie przepisów finansowych ONZ, zarówno na poziomie centrali jak i wielu biur krajowych UNFPA, przy czym problem ten z czasem staje się coraz poważniejszy” (cyt. za: Międzynarodowy Przegląd Polityczny, 3/2003, s. 200).
Unijni technokraci za pośrednictwem ONZ finansują z pieniędzy podatników europejskich (obojętnie czy ci ostatni tego chcą czy nie!) morderstwa dzieci nienarodzonych, propagują antykoncepcję, sterylizację i mentalność antynatalistyczną. Obecnie, kiedy rządy poszczególnych państw wpłacają do budżetu Unii Europejskiej składki członkowskie, relacja ta jest mniej widoczna dla przeciętnego obywatela kraju przynależącego do UE. Z chwilą jednak wprowadzenia podatku europejskiego – na przyszłe finansowanie wydatków budżetowych Unii – związek między pieniędzmi podatnika a przymusowym opłacaniem przez niego praktyk aborcyjnych stanie się bardziej wyrazisty.
Anno Domino 2003 Rzeczpospolita
o własnym ustawodawstwie dotyczącym dzieci poczętych. Naiwnością jest jednak sądzić, że zamknie się w ten sposób usta politykom przed powoływaniem się na proaborcyjne prawo funkcjonujące w krajach Unii. Skoro robią to dzisiaj przywołując występne „standardy europejskie” (np. Marek Dyduch czy środowisko agresywnych feministek związanych z lewicą), kiedy nie ma jeszcze Polski w UE, tym bardziej będą to robić, gdy znajdziemy się w bezpośrednim zasięgu uścisku Brukseli. Warto przypomnieć, że w Karcie Praw Podstawowych, która została włączona do projektu unijnego traktatu konstytucyjnego, nie ma gwarancji dla życia ludzkiego od momentu poczęcia. W art. II-2, p. 1 znajduje się niewiele mówiący zapis: „Każdy ma prawo do życia”, co powszechnie interpretowane jest jako otwarta furtka dla legalności aborcji.
Unia Europejska jest wspólnotą polityczną in statu nascendi. Na obecnym etapie rozwoju Bruksela respektuje ustawodawstwo państw członkowskich w zakresie ochrony życia nienarodzonych. Ale wcale nie musi być tak w przyszłości. Praktycznie od początku swego istnienia Unia Europejska zajmuje się ujednolicaniem prawa wspólnotowego narzucając państwom członkowskim jednakowe rozwiązania w zakresie np. funkcjonowania rynku, podatków, administracji, sądownictwa, etc. W imię czego mielibyśmy wierzyć, że sfera moralna nie stanie się przedmiotem unijnych regulacji? Proaborcyjne stanowiska i rezolucje przyjmowane do tej pory na forum Parlamentu Europejskiego pełnią rolę światła ostrzegawczego. Są najlepszym dowodem, że wielu unijnych polityków chciałoby również w dziedzinie moralności zastosować „unijną harmonizację” prawa.
W czerwcu 2004 r. Polacy po raz pierwszy będą wybierać swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Ważne, by jak najwięcej spośród 54 deputowanych pochodzących z Rzeczypospolitej wsparło wszystkie te wysiłki na forum PE, które będą budować w Unii klimat szacunku dla życia nienarodzonych. Podstawowym zadaniem jest wywalczenie zakazu finansowania z budżetu Unii Europejskiej organizacji w rodzaju zbrodniczego Funduszu Ludnościowego ONZ, który nie dość, że malwersuje pieniądze, którymi zarządza, to wiele swoich środków przeznacza na propagowanie aborcji.
| Obrona życia a UE - wróć |
Biuro w Poznaniu: Fundacja "Głos dla Życia" ul. Forteczna 3, 61-362 Poznań, tel. (061) 653 03 95, fax (061) 653 03 94
Nr KRS 0000037425, Nr konta bankowego: 22 1090 1359 0000 0000 3501 8621















